Archiwum z Kwiecień 2010
Panorama Leszczyńska – „Wiatraki? Po naszych trupach”
W internetowym wydaniu „Panoramy Leszczyńskiej” pojawił się kolejny artykuł poświęcony problematyce budowy elektrowni wiatrowych w okolicach Lipna. Tym razem jest to tekst pióra Pani Anny Maćkowiak zatytułowany „Wiatraki? Po naszych trupach”.
W swoim artykule, Autorka opisała spotkanie z Panem Henrykiem Wojciechowskim z Instytutu Energoelektryki Politechniki Wrocławskiej. Spotkanie to miało miejsce w poniedziałek 19 kwietnia bieżącego roku. Zaproszony Gość przedstawił zebranym tam mieszkańcom Gminy plusy i minusy budowy elektrowni wiatrowych.
Oto pełny tekst tego artykułu. Polecam zapoznać się z jego treścią.
Zdjęcia elektrowni wiatrowych między Nową Wsią a Dąbczem
Poniżej przedstawiam kilka zdjęć wiatraków postawionych na polach pomiędzy Nową Wsią i Dąbczem:
Jak widać powyżej – niektóre zdjęcia zrobione zostały bezpośrednio przy jednym z wiatraków. Obiektywnie przyznać muszę, że w pobliżu wiatraka było głośno, ale to nie obracające się śmigła robiły największy hałas, a rura pod podestem prowadzącym do wiatraka. Przez nią wciągane jest do wnętrza wiatraka powietrze służące do chłodzenia. Ale nawet i ten dźwięk w odległości kilkudziesięciu metrów przestawał być uciążliwy.
Panorama Leszczyńska – „Wojna z wiatrakami w gminie Lipno”
Widać, że ostatnio sporo dzieje się w sprawie ewentualnej budowy elektrowni wiatrowych w okolicach Lipna. Na internetowej stronie tygodnika Panorama Leszczyńska przeczytać można artykuł „Wojna z wiatrakami w gminie Lipno„.
Przy okazji moja prośba: w tekście Autorka wspomina o tym, że na stronie www.lipno.pl znaleźć można mapkę miejsc na terenie Gminy, gdzie planuje się wybudować elektrownie wiatrowe. Szukałem tej mapki, ale niczego nie znalazłem. Jeśli ktoś mógłby mi podać link do tej mapki – proszę podać go w komentarzu do tekstu.
Słowa na wiatr
„Słowa na wiatr”
Jest to tytuł artykułu, który ukazał się w czasopiśmie „Dodatek – gazeta bezpłatna” nr 14 (88) wydawanym przez AWR ELKA Sp. z o.o. Pismo to można pobrać bezpośrednio ze strony www.elka.fm. Dla tych osób, które z różnych powodów nie mają okazji by przeczytać ten tekst, poprosiłem Autora tekstu o zgodę na zaprezentowanie go w całości.
Uzyskałem zgodę Pana Jarka Adamka, który zastrzegł jednakże, że mogę to zrobić cyt. „pod warunkiem, że nikt nie potraktuje moich swobodnych dywagacji jako jakiegoś poważnego stanowiska. Felietonik to (…) krzywe spojrzenie na świat, nic na serio…”
Słowa na wiatr
Czterdzieści lat stąpania po tej planecie (który to jubileusz hucznie zamierzam obchodzić za jakieś sześć tygodni) nauczyło mnie, że im dłużej żyję, tym mniej rozumiem bliźnich. Pojedynczo i en masse. Jednakowoż rozumiem ich od czasu do czasu. Rozumiem na przykład mieszkańców Lipna, którzy wszczęli krucjatę przeciwko elektrowniom wiatrowym. Nie pojmuję wprawdzie ich wszystkich argumentów. No dobra – większości. Wrodzona tępota co do zagadnień technicznych i sześć lat obijania się na lekcjach fizyki sprawiają, że za cholerę nie wiem, o co chodzi z tymi infradźwiękami. Parę osób widzących we mnie potencjalnego sojusznika w krucjacie tłumaczyło mi to z cierpliwością godną świętych, pokazując przy tym wykresy, ale jak byłem głupi, tak jestem. Chodzi zdaje się o to, że kury przestają nieść, krowy nie dają mleka, a dzieciom wyrastają dwie dodatkowe głowy. O ile mamy dzieci, bo z powodu infradźwięków zanikają gonady…
Oczywiście zwolennicy wiatraków zapewniają, że żeby doszło do tak niepożądanych efektów musielibyśmy na turbinie siedzieć okrakiem i to z pięć lat bez przerwy, ale lepiej dmuchać na zimne.
Oczywiście czysta, naturalna energia to piękna rzecz. Cały świat to widzi i buduje wiatraki gdzie się tylko da. Ale w Lipnie nie dają. Infradźwięki – mówią. Hałas – mówią. Do tego ryzyko awarii. A właściwie katastrofy – są podobno na świecie potwierdzone przypadki, że urwane śmigło przeleciało ponad dwa kilometry. Oczywiście perspektywa spadających na ziemię metalowych ostrzy wielkości skrzydła jumbo-jeta skłania do refleksji. Przecież to może głowę uciąć. Pół biedy, gdyby to jedna z dodatkowych głów, które wyrosną naszym dzieciom z powodu infradźwięków, ale wiadomo, jak toto poleci i w którą głowę trafi?
Ludzie z firmy zachwalającej swoje wiatraki nie mieli w Lipnie łatwego zadania. Prawdę mówiąc żal mi się ich robiło, bo praktycznie nie było argumentu, który nie został odparty. Właściwie zakrzyczany, ale co tam. Sami sobie strzelili w kolano, kiedy to w prezentacji wywalili wielkimi bukwami „CHAŁAS” i ten byk ortograficzny świecił się na ekranie przez pół godziny. Jak ktoś jest taką fleją, nie zasługuje na poważne traktowanie. Czy firma może jeszcze przekonać mieszkańców? Oczywiście poza tymi, którzy dostaną te parędziesiąt tysiączków rocznie za ziemię pod wiatraki? Moim skromnym zdaniem nie bardzo. Wiatraki bowiem trudno obronić. Nie chodzi nawet o te infradźwięki, hałas czy przecinanie na pół każdego bociana w promieniu kilkunastu kilometrów. Najważniejsze bowiem jest to, że ta cała czysta, naturalna, pobłogosławiona przez Unię Europejską i Ala Gore’a energia NIE DZIAŁA.
Nie żeby się nie kręciło, kiedy wieje. Kręci się – a nawet wytwarza jakiś prąd. Mały, niepewny i cholernie drogi. A co najważniejsze nie wysyła go do nas, tylko do koncernu Enea, który musi go kupować. Traktuje to jak wrzód na… (wiecie gdzie) ale musi kupować. Bo tak stanowi Prawo – musi być ekologicznie. Czy od tych wiatraków zapłacimy mniej za prąd? Jasne – prędzej piekło zamarznie. Gdyby mieszkańcom Lipna ktoś zagwarantował, że po postawieniu wiatraków ich rachunki będą mniejsze o połowę, z pewnością zaczęliby kombinować inaczej. Ale nikt im tego nie zagwarantuje. Choć może obieca w kampanii wyborczej – przy okazji słyszałem, że wiatraki mają stać się jej istotnym elementem. Trudno się zresztą dziwić. Oczywiście, gdybym to ja był wójtem tej ślicznej miejscowości, natychmiast wyrzuciłbym wiatraki na zbite skrzydła. I załatwił porządną elektrownię atomową.